Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznane za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego należy użyć wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3853

Islandia w 24 godziny – relacja z podróży

Długo polowałem na bilety na Islandię. Miałem jednak taki kaprys by zawitać tam na nie dłużej niż 2 dni i co ważne by te 2 dni wypadły w weekend. Gdy tylko zobaczyłem, że są dobre (i tanie) połączenia między Polską a Islandią po akceptacji mojej podróży przez małżonkę 🙂 kupiłem bilety 🙂

Wylot z Gdańska 14 kwietnia o godzinie 16. Powrót do Katowic w dniu 16 kwietnia o 1 w nocy.

Zatem na miejscu miałem do dyspozycji nie więcej niż 24 godziny.

Ponieważ musiałem się dostać jeszcze do Gdańska, to wykorzystałem ten czas na zwiedzenie, dawno nie odwiedzanego przeze mnie Gdańska 🙂

Wyjechał w piątek z Katowic – FlixBusem. Przejazd bezproblemowy, można się było wyspać i już o godzinie 6 rano w sobotę 14 kwietnia zawitałem na dworcu PKS w Gdańsku. Szybka kawa w McDonalds i autobusem linii 106 pojechałem na Westerplatte…

Następnie szybki przejazd autobusem 106 pod Muzeum Solidarności.

Tam oczywiście samo Muzeum – bardzo ciekawy budynek, cały pokryty rdzą, słynna brama wejściowa do stoczni, sala BHP, w której podpisywano porozumienia no i pomnik…

Dalej przez kilka kościołów doszedłem pod Muzeum i Pomnik Obrońców Poczty i zaraz obok niego jest Muzeum II Wojny Światowej – również bardzo ciekawy i intrygujący budynek

Następnie mijam Kościół Św. Brygidy ze słynnym Bursztynowym Ołtarzem

I dalej już przejście po „starym mieście” – jedyne miejsce które odwiedziłem wewnątrz to Wieża Mariacka – 428 schodów i rozpościera się przede mną piękny widok – pogoda przecudownie cudowna…

O godzinie 13 nadeszła pora na wyjazd na lotnisko. Gdańsk ma świetnie skomunikowane z miastem lotnisko.

Można dojechać kolejką lub autobusem. Ja wybrałem autobus 210 – koszt to zwykły bilet na autobus miejski, czyli 3,20 zł 🙂

Po około trzydziestukilku minutach jestem na lotnisku. Byłem już tu kilka razy ale za każdym razem podoba mi się to lotnisko. Kontrola szybka i bezproblemowa. Chwila oczekiwania już jest – mój Wizzair do Krainy Ognia i Lodu. Szybki boarding. Lot w zasadzie przespałem 🙂 dodatkowo był dosyć szybki – około 3,5 h i byliśmy w Keflaviku, czyli międzynarodowym lotnisku Islandii. Lotnisko jest sporych rozmiarów. Zaraz za wyjście ze strefy przylotów, ale jeszcze przed wyjściem na miasto można kupić coś taniej – jest sklep „wolnocłowy”. Ja miałem kabanosy i Żywca więc mnie to nie interesowało, ale generalnie wszyscy z lotu robili tam zakupy.

W hali przylotów czekał już na mnie człowiek z IcePol. Są to Polacy, którzy wynajmują auta na Islandii.

Głównie z polecenia. Najlepiej szukać ich na facebooku i tam prowadzić rozmowy. Bardzo sympatyczni ludzie 🙂 https://www.facebook.com/taniwynajemsamochodowislandia/

Podjechaliśmy razem do biura firmy. Biuro oddalone jakieś 7 minut jazdy od lotniska.

Tam czekała na mnie Dacia Duster. Moja przyjaciółka na samotne 24 godziny na Islandii 🙂

Samochód dostajemy z pełnym ubezpieczeniem od wszystkiego. Bez wkładu własnego w przypadku szkody. Nie dajemy żadnego depozytu i nie potrzeba żadnych kart kredytowych. Samochód czysty i pachnący no i zatankowany do pełna. Po podpisaniu umowy, jadę do mojej noclegowni – na jedną noc postanowiłem się poświęcić i zanocowałem w Bus Hostelu – wysoko oceniany na booking.com.

Cena za noc – około 100 zł. Warto mieć śpiwór – bo za kołdrę trzeba zapłacić dodatkowo 30 zł

Link do Bus Hostel

Trochę się obawiałem, jednak niepotrzebnie. Pokój był bardzo czysty. Łazienka prywatna, na pokój – bardzo czysta. Dodatkowo za towarzyszy miałem bardzo spokojną parę Francuzów, więc było całkiem w porządku.

Ponieważ czas mnie naglił (na Islandii jest czas -2h względem polskiego czasu), to podjechałem Dacią pod katedrę i zacząłem zwiedzać stolicę.

Reykjavik chociaż jest stolicą najbardziej wysuniętą na północ, to ciężko mówić że to metropolia. Ot zwykłe prowincjonalne miasteczko. Na mnie Reykjavik nie zrobił żadnego wrażenia. Ot ładne domki. Zadbane uliczki… i ładne knajpki… nic więcej. W mojej ocenie nie warto tu być więcej niż 3-4 godziny, a szczerze można sobie nawet całkiem odpuścić zwiedzanie stolicy.

W tej budce Bill Clinton jadł hot-doga… teraz ustawiają się tam kolejki 🙂

Po około 3 godzinach spaceru, mogę powiedzieć że obszedłem sporą część stolicy – zobaczyć i znikać 🙂

I zniknąłem do hostelu, żeby się wyspać. Nazajutrz czeka na mnie Golden Circle…

Gdy planowałem wyjazd na Islandię to myślałem, czy nie jechać w stronę słynnej czarnej plaży Vik. Jednak po namyśle stwierdziłem, że objadę jednak okolice Reykjaviku, czyli równie słynne atrakcje nazywane Golden Circle.

Zatem w niedzielę już o 6 wyruszyłem z hostelu. Pogoda była cudowna. Niewiele chmur. Słońce. No i brak wiatru… jakbym nie był na tej osławionej wietrznej Islandii…

Pierwszy po drodze jest Þingvellir, ja jednak postanawiam pojechać jeszcze dalej i w pierwszej kolejności jadę do Geysir, Gorące źródło. Czyli słynnego gejzeru. Niestety ten słynny, od którego nazwy w ogóle jest nazwa gejzer nie wybucha od kilkunastu lat, wygląda jedynie jak duże jaccuzzi 🙂

Natomiast zaraz obok niego jest Strokkkur, czyli Maselnica, mniejszy brat Geysira. Ten regularnie wystrzeliwał wodą co 2 i pół minuty. Mega wrażenie.

Zaraz obok tego stanowiska geotermalnego (którego powierzchnia wynosi ponad 3 km kwadratowe), jest przyjemna knajpka. Duża kawa za około 12 zł, zupa za 20 zł. Jest też mega duży sklep z pamiątkami z Islandii – tu jednak ceny zabijają – magnes od 30 do 50 zł sztuka 🙂

Po kawce, ruszam dalej. Następny punkt – Wodospad Gullfoss położony na rzece Hvita w dolinie Haukadalur. Nie jest imponujących rozmariów – ma dwa progi 11 i 21 metrów, ale jest naprawdę mega urokliwy i robi spore wrażenie.

Następnie pojechałem do Kerið, jest to krater wulkanu wygasłego około 6500 lat temu. Krater jest sporych rozmiarów – 270 m długości, 170 m szerokości i 55 m głębokości, a samo jezioro ma około 14 m głębokości. Za zwiedzanie się płaci – 12 zł. Można płacić kartą. Krater obchodzi się na górze dookoła a następnie można zejść na dół i obejść jezioro.

Po drodze bardzo często mija się ogromne stada koni… W ogóle w tamtym rejonie zauważyłem że jest mnóstwo szlaków konnych wyznaczonych obok dróg…

Następnie jadąc  wokół jeziora, czasami zbaczając z głównych dróg, docieram do ominiętej atrakcji, czyli 

Þingvellir. Samo Þingvellir to symbol islandzkiej historii. To właśnie tutaj już w 930 roku powstał islandzki parlament. Generalnie islandzki parlament (choć jego siedziba się zmieniła( jest uznawany za jeden z najstarszych na świecie.

C więcej Þingvellir to jeszcze jedna atrakcja – styk płyt tektonicznych Eurazji i Ameryki. To tutaj jest ogromne pęknięcie, które powiększa się podobno o 3 mm z każdym rokiem.

Na zobaczenie całego terenu trzeba przeznaczyć przynajmniej 2-3 godziny. Wyznaczonych ścieżek do obejścia jest naprawdę dużo. Jest co chodzić i co oglądać…

Dodam, że za samo zwiedzanie się nie płaci. Płatny jest parking – 15 zł za cały dzień (dotyczy pięciu parkingów położonych wokół atrakcji).

 

Kolejny punkt na mojej wycieczce to miasteczko Hveragerði, który jest geotermalnym centrum kraju. Jest tam całe mnóstwo szklarni ogrzewanych energią geotermalną. Wg mnie nie warto tam zaglądać – nic ciekawego…Z tegoż miasteczka jedzie się też Reykjadalur, czyli Parującej Doliny. Tu niestety nie dotarłem – może następnym razem.

W moim przypadku czas było się zbierać na lotnisko.

Po drodze zobaczyłem jeszcze ocean.

A następnie pożegnałem Dacię, oddałem ją w IcePol i pora żegnać się z Islandią…

Podsumowanie:

Czy warto lecieć na Islandię na 24h – tak i to bardzo 🙂

Koniecznym jest jednak wynajęcie samochodu, jeśli jedziecie w kilka osób to ten koszt nie jest duży. Jeśli jest już lato, można rozważyć spanie w samochodach (gdy jechałem rano to sporo osób na parkingach własnie się budziło po nocy w samochodzie). Auta z IcePol są przystosowane do spania – niektóre mają materace, niektóre namioty…

Czy Islandia jest droga – TAK. Wg mnie najdroższy kraj w jakim byłem – a bylem m.in. w Norwegii i w Izraelu.

Na szczęście cena paliwa nie zabija (około 6 zł za litr diesla) i ceny kawy, czy obiadów również nie są porażające (kawa – 10-12 zł, a obiad od 50 zł widziałem reklamy bufetów).

Przy każdej wizycie warto zobaczyć Golden Circle – to chyba jest taka Islandia w pigulce – macie trochę gór, trochę pól, jakiś lodowiec w oddali, konie pasące się przy drogch, wodospady, gejzery i wulkany…

Czy będę polował jeszcze na tanie bilety – TAK 🙂

Islandia w 24 godziny – relacja z podróży


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *