Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Zapraszam na 2 cześć relacji z weekendowego wyjazdu do Rumunii.

Na drugi dzień zaplanowałem wycieczkę do zamków Bran i Rasnov oraz do pięknej miejscowości Braszow.

Braszów oddalony jest od Bukaresztu o 166 km. Dogodnie można dojechać pociągiem. Dobrą opcją jest zakup biletu przez internet na stronie kolei rumuńskich http://www.cfrcalatori.ro/

Bilet kupiony z kilkudniowym wyprzedzeniem kosztuje około 37 lei. Bilet kupiony w automacie lub kasie na dworcu kosztuje 45 lei. W kasach i w automacie można płacić kartą. Warto pamiętać, że do Braszow jeżdżą dwa typy pociągów. Jeden jedzie około 3 godzin 40 minut (jest tańszy – około 20 lei) i drugi który jedzie 2 godziny 35 minut. Wyjechaliśmy pociągiem o godzinie 7.00 By dostać się na dworzec z centrum warto podjechać autobusem lub trolejbusem. Jeżdżą bardzo punktualnie i doskonale radzi sobie z rozkładem mapa google. 

Pociąg bardzo wygodny. Szerokie siedzenia. Bardzo przestronne wagony. W pociągu spoty tłok. Duża liczba osób wyjeżdżała w góry. Po dokładnie 2 godzinach i 35 minutach zawitaliśmy do Braszowa. Na miejscu przywitał nas śnieg.

Od razu postanowiliśmy przejechać do miejscowości Bran. Na słynny zamek. Niestety busiki jeżdżące do Bran odjeżdżają z innego miejsca. Nie z przed dworca kolejowego. W soboty i w niedzielę jeżdżą co godzinę o każdej pełnej godzinie. Ponieważ nie zdążylibyśmy na autobus o 10 to poszliśmy na pieszo na dworzec autobusowy. Śnieg cały czas sypał… Odległość do dworca to około 5 km a znajdziecie go na mapie jako Garabus2 (stadionBus2). Na dworcu autobusowym sprzedają znakomite pizze wypiekane na miejscu. Nabyliśmy po kawałku i po chwili pojawił się autobus do Bran. Stary wysłużony niemiecki 🙂 Po chwili wypełnił się prawie w całości. Koszt dojazdu do Bran to 8 lei. Autobus jedzie około 40 minut. I po tym właśnie czasie dotarliśmy na miejsce.

Zamek Bran, który określany jest trochę na wyrost zamkiem Draculi. Zamek ten utarło się, że był siedzibą Hrabiego Draculi, czyli Włada Palownika. W rzeczywistości Wład prawdopodobnie nigdy w tym zamku nie był lub, jak twierdzą inne źródła był w tym zamku zaledwie 1 lub dwa dni, jako więzień. Jednak legenda się przyjęła i ten piękny zameczek „udaje” rezydencję Draculi. Zimowa sceneria dodała uroku temu miejscu a wszystko wyglądało bardzo magicznie i w zasadzie, gdybyśmy nie znali historii, to idealnie nadawałoby się to do opowieści o Draculi 🙂

Warto zaznaczyć, że pierwszy zamek w tym miejscu stał już na początku XIII wieku i był ważnym punktem dla Krzyżaków na trasie pomiędzy Transylwanią a Wołoszczyzną.

Zamek został podarowany królowej rumuńskiej Marii przez mieszkańców Braszowa w 1918 roku po tym, jak Siedmiogród został wcielony w skład Rumunii. Od tej chwili aż do drugiej wojny światowej był letnią rezydencją królewską. Po przejęciu władzy przez komunistów popadał w ruinę. Na szczęście ktoś się ocknął. Odbudowano zamek i w 1956 roku przekazano go do zwiedzania.

Autobus zatrzymuje się w samym centrum tego niewielkiego miasteczko. Żeby dojść do zamku musimy przejść przez mnóstwo straganów z jedzeniem i różnymi pamiątkami. Jest tu trochę jak na Krupówkach, tyle że na mniejszą skalę.

Oczywiście bardzo dużo pamiątek jest związanych z Draculą.

Aby dojść do Zamku przechodzimy przez kasę – płacimy 40 lei i podchodzimy pod dosyć stromą, ale krótką górkę.

.W środku zamku działa muzeum. Bardzo ładne, zadbane z dużą ilością ciekawych eksponatów. Trasa przez zamek jest bardzo fajnie poprowadzona. Nie błądzimy tylko jesteśmy prowadzeni jak po sznurku.

Zamek z zewnątrz nie wygląda na ogromny, jednak zwiedzając go w środku przechodzimy przez kilkadziesiąt pomieszczeń.

Oczywiście przechodząc przez różne pomieszczenia mamy też świetne widoki na okolicę.

Ciężko wytłumaczyć fenomen tego Zamku. Ciężko też zrozumieć dlaczego to właśnie ten zamek został powiązany z legendą Draculi. Prawdopodobnie bajkowe położenie na wysokiej i stromej górze. Być może położenie po środku gór. Jednak pamiętajmy, że takich zamków w pobliżu jest przynajmniej kilka. Ja nie potrafię tego wytłumaczyć. Nie mniej jednak warto przyjechać, gdyż zamek wygląda faktycznie jak z disneyowskich bajek…

My wróciliśmy na przystanek autobusowy po około godzinie. I tyle wg mnie wystarczy, żeby obejść zamek i okolice. Autobus powrotny do Braszowa w weekend odjeżdża zawsze 20 minut przed pełną godziną. Naszym celem nie był jednak znowu Braszow, tylko leżący pośrodku między Branem a Braszowem zamek Rasnov. Bilet z Bran do Rasnov kosztuje 4,50 lei. Autobus przyjeżdża punktualnie. Po drodze mijaliśmy kilkadziesiąt pojazdów wojskowych ponieważ wojsko rumuńskie ma w tych okolicach poligony.

Po około 25 minutach zawitaliśmy do pięknej miejscowości Rasnov. Tu w przeciwieństwie do Bran panował zupełny spokój. Nie było tłumu turystów. Szczerze to nie było w ogóle ludzi.

Miasteczko jest naprawdę ładne. Wszystkie kamienice są cudownie odnowione. Jest czysto i trochę czujemy się jakby to była scenografia jakiego ś filmu a nie prawdziwe miasteczko. To że jest to sceneria filmowa wskazuje również hollywoodzki napis znajdujący się na górze która dominuje nad miasteczkiem.

Widoczny właśnie zamek był celem. Zamek Rasnov to tzw. zamek chłopski. Nawet z dołu widać, że jest to naprawdę duży, znakomicie położony zamek. Podobnie jak Bran powstał za czasów Krzyżaków, działających na terenach Siedmiogrodu. Po tym, gdy zamek opuścili Krzyżacy, przeszedł on w ręce mieszkańców, którzy dbali o niego i go rozbudowywali. Warto nadmienić, że tylko w Siedmiogrodzie powstawały takie zamki, które były budowane przez mieszkańców i dla mieszkańców. W środku nie znajdziemy żadnego pałacu ani siedziby władcy. Znajdziemy jedynie domy rodzinne otoczone murami. Na uwagę zasługuje studnia, która znajduje się na terenie zamku. Studnia ma 143 metry głębokości.

Żeby dostać się do zamku można wjechać kolejką. Wjazd i zjazd kosztuje 26 lei i trwa zaledwie minutę. Podczas naszej obecności kolejka miała jednak awarię i nie jeździła. Zmuszeni byliśmy pokonać trasę z tzw. buta 🙂 Trasa może i nie jest zbyt długa jednak bardzo stroma i daje się we znaki. Pomimo dużej ilości śniegu jednak w miarę dobrze się wchodziło.

Po około 30 minutach marszu podchodzimy pod mury. Widzimy, że kolejka jednak ruszyła – ehhh

Żeby wejść na teren Twierdzy musimy obejść jeszcze mury i właściwe wejście znajduje się po przeciwnej stronie. Wstęp kosztuje 12 lei. Czeka nas jeszcze kilkaset metrów żeby dojść do właściwej części zamku.

W środku możemy obserwować przepiękną zabudowę, oczywiście obecnie każdy zachowany budynek wykorzystywany jest do sprzedaży pamiątek.

Zejście to już nie problem i po kilkudziesięciu minutach jesteśmy znowu na przystanku. Ponieważ autobusy jeżdżą w kółko na trasie Braszów – Bran wiemy, że z Bran wyjeżdża zawsze za 20 pełnej godziny. Mając chwilę czasu postanawiamy się udać do pobliskiego sklepu. Tam największe zaskoczenie to nalewak do wina. Wystarczy przyjść z własną butelką i nalać sobie wina – koszt 5 lei za litr wina. Są 4 rodzaje.

Autobus oczywiście przyjechał punktualnie. Cena dojazdu do Braszowa to 4 lei. I po 20 minutach meldujemy się na dworcu autobusowym. Teraz przedostajemy się na stare miasto Braszów. I tutaj z pomocą przychodzi mapa google. Znakomicie zna rozkłady jazdy miejskich autobusów w Braszowie. Autobus przyjeżdża jak zwykle zgodnie z tym co mówi google i po kilkunastu minutach jesteśmy na starym mieście Braszów.

Braszów jest przepiękny. I przydomek rumuńskiego Krakowa pasuje idealnie. Niestety gdy my byliśmy nie była zupełnie widoczna górująca nad miastem góra Tampa – na której rownież znajduje się hollywoodzki napis Brasov. Jak również nie była widoczna twierdza górująca nad miastem. Cały czas sypał gęsty i mokry śnieg.

Na ulicach było bardzo dużo ludzi. Szkoda że nie udało się nam wjechać na górę. Gdybyście tam byli, mieli czas i była pogoda to warto wjechać. Koszt 27 lei. A widoki ponoć oszałamiające.

Widoczna poniżej Czarna Katedra niestety w sezonie zimowym otwarta tylko do 16.00

Warto wiedzieć, że nazwa i wygląd nie wzięły się znikąd. Katedra była kilkukrotnie pochłonięta pożarami. Jednak każdy pożar przetrwała i była jedynie osmalana. W roku 1869 spłonęło całe miasto a kościół został tylko osmolony. 

Na starówce w samym centrum, mamy siedlisko zabytków różnych wyznań. Jest wspomniana Czarna Katedra, żydowska synagoga, ewangelicki kościół Św. Bartłomieja, oraz Cerkiew Św. Mikołaja. To wszystko oraz elegancka a jednocześnie bajkowa zabudowa powodują, że po mieście możnaby chodzić bez końca.

Polecam spędzenie chociaż jednej nocy w Braszowie. Bardzo żałowałem, że nie zaplanowałem pozostania w tym mieście tej nocy. Po krótkim spacerze. Należało się udać na dworzec i pojechać do Bukaresztu.

Oczywiście dojazd punktualnym autobusem (koszt 2 lei)  na dworzec kolejowy. Tam nabycie świetnych bułeczek z lokalnej piekarni i przejazd do Bukaresztu pociągiem. Cena taka sama – 45 lei.

  • Czy wato wybrać się w taką trasę?
  • Wręcz jest to kinieczne 🙂
  • Gdy macie więcej czasu niż jeden dzień koniecznie trzeba zobaczyć inne zamki w okolicy – chociażby zamek Peleś (leżący blisko trasy pociągu)
  • Koniecznie zatrzymajcie się w Braszowie na jedną noc (minimum)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *