Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Rumunia – w krainie Draculi

Gdy tylko zobaczyłem tanie loty z Warszawy do Bukaresztu, nie zastanawiając się, kupiłem je od razu.

Za bilety na trasie Warszawa – Bukareszt – Warszawa zapłaciłem 78 zł

Loty są w obie strony o fajnych godzinach. Wylatujemy z Warszawy o godzinie 10.15 a na miejscu jesteśmy o 13.00 Lot trwa około 1 godzinę i 30 minut. Jednak w Rumunii jest przesunięty czas o jedną godzinę do przodu.

Lot był bardzo sprawny i spokojny. Tak krótki że nawet nie udało się drzemki uskutecznić. Po wyjściu czeka nas obowiązkowa, ale w miarę szybka i bezproblemowa kontrola graniczna. Na lotnisku jest kantor, ale ze słabym kursem (za euro płacą 4,15 lei a na mieście płacą 4,65 lei). Z lotniska jeździ autobus 780 lub 783. Żeby do nich trafić trzeba tylko zejść z hali przylotów i już stoi przed nami autobus. Nawet jak go nie ma to jeździ bardzo często więc nie ma się czym przejmować. Bilety można kupić w automacie (akurat nie działał) lub w budce. Można płacić kartą. Bilet kupujemy na karcie plastikowej. Za jednym zakupem trzeba załadować 2 przejazdy. Koszt to 8,60 lei (2 przejazdy). Lotnisko jest blisko (około 15 km od centrum), ale przez ogromne korki jedzie się około 45 minut do centrum.

My mieliśmy hotel bardzo blisko Starego Miasta. Hotel nie najlepszy, ale nam miał służyć jedynie do spania, więc cudów nie oczekiwaliśmy. Na takie potrzeby mogę go z czystym sumieniem polecić. Za jedną osobę za noc zapłaciliśmy 58 zł (bez śniadania ponieważ ruszaliśmy na zwiedzanie bardzo wcześnie). Hotel to Hotel Carpati Imparatul Romanilor – Link do rezerwacji hotelu

Po rzuceniu plecaków w hotelu, udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Pierwsze kroki skierowaliśmy do 3 wielkich i ważnych dla Rumunów miejsc Sakralnych.

Pierwsza była Katedra Patriarchalna. Jest to główna Katedra kościoła prawosławnego w Rumunii.

Katedra została wybudowana w latach 1656-1658  a jej Patronami są cesarz Konstantyn i jego matka św. Helena. W Katedrze są przechowywane relikwie patrona Bukaresztu św. Demetriusza Nowego. 

Kolejnym obiektem jest Radu Voda Monastyr. Jest to prawosławny klasztor męski, wybudowany przez Aleksandra II Mirczę w XVI wieku. Co ciekawe jeden z patriarchów rumuńskich Justynian wybrał ten klasztor jako miejsce pochówku po to tylko, żeby uchronić ten klasztor przed zniszczeniem przez komunistów.

W cerkwi ludzie znosili jedzenie, prawdopodobnie dla potrzebujących. Wierni oddawali też cześć jakimś relikwiom, ale nie wiem jakim bo nie było się można tam dopchać.

Po drodze do Parlamentu mijamy jeszcze jedną cerkiew i klasztor. Antom Monastyr. Jest to męski klasztor, znajduje się w nim tylko 15 mnichów. Przy klasztorze działa także muzeum sztuki sakralnej.

Tuż za ogromnymi kamienicami skrywa się cel naszej wędrówki po Bukareszcie. Czyli Parlament.

Jednak żeby się do niego dostać trzeba przejść przez gigantyczną drogę. Niestety pasy są w odległości jakiś 500 metrów więc decydujemy się na przeskoczenie na partyzanta by wyjść pod sam Parlament. Na drogach oczywiście wielkie korki.

Budynek Parlamentu to jeden z największych budynków na świecie. podobno drugi co do wielkości, a większy jest jedynie Pentagon. Dawna nazwa Parlamentu to Dom Ludowy lub Pałac Ludowy. Czauczesku wymyślił sobie w tym miejscu Parlament, chciał żeby był największy i najbardziej okazały. W tym celu wyburzono około 7 km kwadratowych starego miasta i wysiedlono około 40 tys ludzi. Budowę rozpoczęto w 1983. Budowało go 700 inżynierów i ponad 20 tys budowlańców. Tak naprawdę cały projekt nie został ukończony i szacuje się, że został ukończony w około 80%.

Ogrom tej budowli widać wtedy gdy chcemy ją obejść ze wszystkich stron. Aby to zrobić pokonamy ponad 2500 metrów. 

Wnętrza oczywiście można zwiedzać – koszt około 40 zł Jednak w sezonie zimowym zwiedzanie tylko w godzinach 10.00 do 16.00 Pełne szczegóły i godziny otwarcia znajdziecie na stronach http://cic.cdep.ro/en

Wróciliśmy tu jeszcze raz, gdy zapadł już zmrok licząc na pięknie oświetlony Parlament, jednak nic takiego nie miało miejsca. Parlament zniknął w czerności nocy… szkoda…

Następnie udaliśmy się do restauracji La Placinte. Znałem ją z Mołdawii więc wiedziałem, że jedzenie jest bardzo dobre. W Mołdawii było jednak zdecydowanie taniej. Ja zamówiłem tylko Placinte z serem owczym a Paweł zamówił gulasz i zawijanie a’la krokiety z mięsem. Jedzenie dobre i syte. Moja Placinta zdecydowanie wystarczała. Koszt około 20 zł. Piwo rumuńskie kosztowało 8 zł.

Na stronie restauracji można zobaczyć ceny i adresy w Bukareszcie i innych miastach Rumunii bo to jest sieciówka. https://laplacinte.ro/en/

Następnie poszliśmy na Stare Miasto. Należy przyznać, że Stare Miasto wieczorem robiło wrażenie. Ogrom knajpek, restauracji i barów. Piękne kamienice i do tego gustownie oświetlone. Bardzo ładnie prezentował się budynek Banku Narodowego.

W Banku działa Muzeum. Można zwiedzać piękne wnętrza. Oczywiście w sezonie zimowym czynny tylko do godziny 16, więc nie dane nam było zobaczyć środka. Wizytę warto zarezerwować wcześniej przez email. Szczegóły są na stronie. http://www.bnro.ro/Museum-2727.aspx

Zaraz obok znajduje się kolejna Cerkiew Stavrapoleos. Ten Monastyr został wybudowany na początku XVIII wieku.

Cała starówka jest przepełniona barami. Mamy w zasadzie do wyboru do koloru. To samo tyczy się salonów masażu – wiadomo jakiego Jest tego całe mnóstwo. generalnie kilka takich „salonów” znajduje się w każdej kamienicy.

Oczywiście restauracja Dracula też się znajdzie.

Tak samo, jak i słynna wilczyca – która wydawało mi się, że jest z Rzymu?

Na ulicach gra mnóstwo grajków… i jest naprawdę sporo ludzi, chociaż na pewno styczeń nie jest szczytem sezonu… Czasami udawało się jednak uchwycić bajkową scenerię Bukaresztu bez ani jednego człowieka.

Muszę jednak ostrzec. Bukareszt jest naprawdę ogromny żeby przejść taką wycieczkę to od Hotelu, który znajduje się bardzo blisko ścisłego centrum musieliśmy pokonać około 8 km

Na koniec udalimy się do bardzo chwalonego np. na tripadvisor Romanian Kitsch Museum. Ale ostrzegam nie idźcie tam. Nic tam nie ma. Dwie sale. Mega skromna kolekcja. A cena 30 zł. Nie wchodzćie tam.

Podsumowując pierwszy dzień w Bukareszcie. Jest  to dosyć ładne miasto. Może nie ma tam zabytków klasy zero. Ale są niektóre perełki, które warto odwiedzić. Mnie się chyba udało wybrać to, co naprawdę warto zobaczyć w tym mieście. Dodam tylko, że Bukareszt naprawdę zyskuje w nocy. O ile w dzień ładne są tak naprawdę tylko Cerkwie i Monastyry. To w nocy wszystko pięknieje. Na jeden dzień mogę stanowczo polecić Bukareszt. Dłużej tutaj raczej nie ma co robić, no chyba że się korzysta z dobrodziejstw klubów zwanych „masażami”  🙂

cdn.


2 Komentarze

Ula · Styczeń 22, 2018 o 8:09 pm

Nie zgadzam się z ostatnim zdaniem. Spędziłam w Bukareszcie 5 dni i było mało! Pominął pan wiele ciekawych miejsc jak muzeum wsi czy piękne parki (np. Herastrau). Ja byłam latem, więc to też inaczej, (przyjemniej) się wtedy zwiedza takie miejsca. Zawszę będę bronić Bukaresztu, bo wiele razy się spotykam z taką opinią że ,,nie ma co robić” a naprawdę jest! Tylko trzeba wykazać trochę chęci i dysponować czasem 🙂 Pozdrawiam

    wakacyjnyplaner · Styczeń 23, 2018 o 4:52 pm

    Dzięki za opinie 🙂 potrzeba dużo czasu na Bukareszt to fakt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *