Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Wyjechałem marszrutką o godzinie 8.35 cel Orcheiul Vechi
Obrałem kierunek Trebujeni. Bilet najlepiej kupić w kasie. Oczywiście jest ich kilka i trzeba popytać w której na ten właśnie kierunek.
Koszt to 26. Pamiętajcie żeby dopytywać o dobry kierunek, a Orcheiul Vechi zna każdy.


Tym razem przyszło mi jechać w busiki – ford transit, przeznaczony na około 15-18 osób.
Jechało w nim około 35 osób. Oczywiście była to sobota, więc generalnie Mołdawianie byli na targu i każdy wiózł masę różnych przedmiotów.
Ścisk niemiłosierny. le to nawet dobrze bo przy hamowaniu nie trzeba było się niczego trzymać. Dodatkowo jedna młoda Dunka zemdlała w czasie jazdy. I też dzięki ściskowi nie wywaliła się. Po krótkiej reanimacji udało się dziewczynę doprowadzić do porządku.
Po około 1 godzinie 20 minutach dojechałem do Butuceni, który jest u stóp pewnego monastyru. 

Orcheiul Vechi

Na początek postanowiłem coś przekąsić w pięknych okolicznościach przyrody.

Upał był potężny, postanowiłem zatem, że nie będę zwiedzał samego stanowiska archeologicznego oraz tego monastyru wykutego w skale, a obejdę cały kanion dookoła i będę de facto n

ad monastyrem.
Więc przeszedłem przez pierwszy kościół, który niestety był zamknięty

By następnie po szczycie obejść cały kanion. Całość dosyć mocnym tempem zajęła mi około 2 godzin.

Później doszedłem sobie do wioski by podglądać życie na prowincji.
Tutaj można było się natknąć na przywołany w tytule syf. Niestety bajzel na podwórkach mają straaszny.

Porównując wieś, którą znamy chociażby z Polski, to tutaj jest naprawdę biednie.

Pokręciłem się trochę, od razu powychodziło pełno ludzi, chyba zdziwionych tym faktem, że jakiś obcy ich odwiedza. Zaszedłem do sklepu i przy piwku a później drugim uciąłem sobie pogawędkę z przemiłą babuszką.

Praktycznie punktualnie o 12 przyjechała marszrutka, którą wróciłem do Kiszyniowa. Cena 26 MDL.

Po przyjeździe do Kiszyniowa moim celem było pochodzenie po ogromnym targu. Ma się wrażenie, że w sobotę pół miasta to jest wielki targ. 

Handluje się wszystkim i wszędzie. Wszystkie drogi i chodniki położone w pobliżu dworca autobusowego są okupowane przez handlowców.

Oczywiście są profesjonalni sprzedawcy, którzy mają ubrania, części, owoce, warzywa, mięso, i generalnie wszytko.

Ale z drugiej strony jest też masa babuszek, które mają kilka litrów mleka czy śmietany, lub kilka sztuk pietruszek, itd

Pochodziłem tak przez dłuższy czas by udać się na obiad do przywołanego już wcześniej baru. – oczywiście znowu za 20 zł byłem najedzony jak dzik + do tego 2 piwka. Żyć nie umierać.

W Mołdawii cały czas towarzyszyła mi piękna pogoda.
Temperatura na przełomie marca/kwietnia oscylowała około 25 stopni celsjusza przy towarzystwie bezchmurnego nieba.
Postanowiłem pójść do pięknego parku i zobaczyć jak tam Mołdawianie spędzają popołudnia w soboty :)
W niedalekiej odległości od hostelu znajduje się Park Valea Morilol.

By tam dojść przechodzę obok Wieży Wodnej, która jest świetnym punktem obserwacyjnym na Kiszyniów.
Niestety w soboty i w niedziele jest nieczynna.
Natomiast w tygodniu za darmo można wchodzić w godzinach 9.00-17.00

Po kilkuset metrach dochodzę do jeziora i otaczającego parku.
Jest naprawdę ładnie.
Bardzo zadbane. Wszystko zrobione z ogromną dbałością o szczegóły.

W lato jezioro służy za miejsce do kąpania. Są ta liczne plaże piaskowe – dosyć zadbane, z ładnym czystym piaskiem, raczej sztucznie nawiezionym.
Natomiast w okresie, gdy byłem to miejsce spacerowiczów, rolkarzy, rowerzystów, biegaczy…

Obejście całego jeziora to niecałe 6 km. W tak pięknych okolicznościach przyrody (głównie mam na myśli piękne Mołdawianki) zajęło mi to niecałe dwie godziny..
Park godny polecenia. Co ciekawe nie było żadnych pijaków, balang w krzakach a ni nic z tych rzeczy…
Będąc niedawno w Jordanii, zaciekawiło mnie, że całe rodziny (nierzadko kilkanaście osób) piknikują nad brzegiem morza. Tutaj takich tematów nie było – raczej dużo „sportowców” i masa „zakochanych”.

Oczywiście park to nie tylko alejka okrążająca jezioro. Oprócz tego park rozciąga się na kilkudziesięciu hektarach, po których rozprowadzone są liczne ścieżki. Dodatkowo można wynająć rowerki wodne. Jest letnie kino. Letni teatr oraz teatr na wodzie.
W niedalekiej odległości od jeziora jest też wieża spadochronowa.
Do tego kilka restauracji i barów. Można fajnie spędzić czas.
Park powstał w latach 60-tych XX wieku. Ale tak naprawdę dopiero od kilku lat rozkwitł.

Obecnie centralnym punktem są przepełnione przepychem schody.
Poniżej porównanie jak park wyglądał jeszcze w 2011 roku i jak ja go zastałem w 2017 roku.

W 2011 było tak.

A teraz tak.

Nie ma mowy o żadnym dziadostwie.
Oczywiście jednym taki styl będzie się podobał a inni powiedzą że to kicz. Nie mniej jednak zrobione jest fajnie.

Po wyjściu z parku poszwędałem się jeszcze po Kiszyniowie. Oczywiście zapodając po drodze kilka lampek wina, mołdawskiego a jakże.

Dzień dobiegał końca…
Nadmienię, że w hostelu Ionika zbiera się całkiem fajne kulturalne towarzystwo. Wieczorem można pogadać z ludźmi z wielu różnych krajów. Czasami są to ciekawe okazy, ale generalnie miłe towarzystwo.

Mój krótki wypad do Kiszyniowa dobiegał końca.

Kolejny dzień – dzień wyjazdu zbliżył się nieuchronnie.
Żeby dojechać na lotnisko wystarczy przejść kawałek na autobus i marszrutką 165 za 3 lej dojedzeimy prosto pod terminal.
Super opcja.
Oczywiście przed wyjazdem zaopatrzyłem się w fajki. Przy takiej cenie grzechem byłoby nie kupić – przypominam – 3 zł za paczkę normalnych cameli :)

Po około 30 minutach zameldowałem się na lotnisku.
Przed lotniskiem stoi fajny samolocik mołdawskich linii.

Samo lotnisko jest małe, aczkolwiek fajnie urządzone. W środku bardzo czysto i schludnie.

Co ważne – ceny w sklepach na lotnisku bardzo przyjazne.
Wino cricova za 12-25 zł. Koniak kvint za 20-50 zł. Fajki – wagon za 11-130 zł.
Do tego bardzo dobre ceny innych alkoholi. I świetne ceny perfum.
Zakupiłem tego trochę na różne prezenty :)

Do tego na lotnisku bardzo dobrze działa wifi – szybkie i bez żadnych zgrzytów.
Jedynie co mnie zdziwiło, że nie ma tam palarni… no ale cóż nie można mieć wszystkiego…
Boarding szybki. Odlot o czasie. Przylot do Berlina o czasie…
Mołdawio do zobaczenia.

Pora na podsumowanie wyjazdu.
Jak dojechać: LOT z Warszawy można upolować za niecałe 400 zl. Wizzair z Berlina poniżej 200 zl. 
Można też jechać samochodem przez Rumunię tudzież przez Ukrainę od strony Odessy. Wjazd 5 euro (jakaś opłata klimatyczna?).

Dokumenty: do samej Mołdawii wystarczy dowód osobisty. Jeśli jednak chce się wjechać do Nadniestrza to trzeba mieć paszport.
Wjeżdżając samochodem trzeba mieć Zielona kartę. 

Gdzie spać?: jeśli jedziesz samotnie to polecam Ionika Hostel – za grosze dobra lokalizacja i czysto.
Przy większej liczbie osób warto rozważyć hotel – ceny od 100 do 200 zl.

Wikt: bardzo tanio. Generalnie wszystko dużo tańsze niż w Polsce. Obiad za 20 zł będzie mega obfity. Piwo jest średnie ale nie są to siki. Cena w knajpie poniżej 3 zł Wino w sklepach za grosze. W knajpach różnie ale za 20 zł można mieć całą butelkę. Wino genialne jakie byśmy nie wzięli oby tylko mołdawskie 

Jadąc własnym samochodem warto odwiedzić winiarnie Milesti Mici. I później Cricova dla porównania. 
Jednakowoż mając auto i chcąc jechać do Nadniestrza lepiej auto zostawić w Kiszyniowie i pojechać marszrutka. 
Nadniestrze trzeba zobaczyć tego nie da się opisać… I ważne tam nie działają nasze karty płatnicze. Trzeba mieć leje euro czy dolary lub ruble.. .

Kiszyniow nie rzuca na kolana bo generalnie nie ma tam zabytków klasy zero. Jednak jest to ładne czyste i zadbane miasto… z genialna atmosferą…warto jechać na wiosnę żeby podziwiać piękne parki. 
W Kiszyniowie nie ma tytułowych syfu, kiły, i mogiły 
Koniecznie trzeba jechać na prowincje.. tutaj już zobaczymy inny świat. Trochę bajzlu, bałaganu i surowej acz przyjaznej atmosfery…

Zatem jeśli zastanawiacie się czy lecieć do Mołdawii to polecam – 5 dni wystarczy. 
Jeśli pedzicie na Bałkany to rozwazcie czy nie zahaczyc o ten niedoceniany i nieznany u nas kraj.
Koniec.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *