Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznane za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego należy użyć wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3853

Cricova – Na kolejny dzień zaplanowane miałem 2 wyjazdy.
Pierwszy to wizyta w słynnej winnicy Cricova.
Oddalona ona jest od centrum Kiszyniowa o około 18 km.
Dojechać najlepiej można autobusem nr 2 – tutaj jest rozkład i trasa autobusu 
http://cricova.biz/ro/page/bus-2
Ja wyjechałem już około 7.30, autobus o tej porze przemknął dosyć szybko – około 30 minut.
Przejazd kosztuje 4 MLD (80 groszy).
Co ciekawe po wejściu do autobusu bilety sprzedaje nie kierowca, tylko pani konduktorka.

Wysiadam sobie w „centrum” Cricova i stamtąd jest około 500 metrów do winnicy.

Kilka słów o samej winnicy. Obecnie to jest ogromny kombinat. Przedsiębiorstwo, które na stałe zatrudnia kilkuset pracowników.
Winnice zajmują ogromny obszar około 6 tysięcy hektarów. Początek winnicy w tym miejscu datuje się na wczesne średniowiecze, ale w obecnej formie przedsiębiorstwo działa nieprzerwanie od 1952. Impulsem do założenia kombinatu winnego w tym miejscu była kolekcja Goeringa, która była w posiadaniu Związku Radzieckiego. Roczna produkcja win to około 7 mln butelek.
Całość położone jest w dawnej kopalni piaskowca.

Oficjalna strona winnicy http://www.cricova.md/en/
Ja zarezerwowałem zwiedzanie o najwcześniej godzinie z możliwych o godzinie 9.
Zapewne taka pora spowodowała, że byłem sam i zwiedzałem winnice w ekskluzywnym towarzystwie przeuroczej Pani przewodnik.

Krótki film ze zwiedzania podziemia

Po piwnicach jeździmy meleksem, a przewodniczka opowiada historię tego miejsca, pokazuje jak przechowywane są wina, jak wygląda produkcja dziś i kiedyś.

Do tego w piwnicach jest niewielkie kino, w którym wyświetlany jest fajny film, również obrazujący historię tego miejsca.
Dalej zwiedzamy małe muzeum.
A następnie przejeżdżamy do kolekcji win.

Oczywiście jest kolekcja Władimira Putina

Oraz niewielka kolekcja Donalda Tuska

Kolekcje są przeogromne. Kilka milionów butelek wina. 
Najcenniejsza jest kolekcja Goeringa. Oczywiście ma wartość tylko kolekcjonerską.

Oczywiście każdy może złożyć do depozytu własną kolekcję.
Trzeba podpisać umowę na okres 5 lat i kupić minimum 200 butelek wina. Koszt jednej butelki to 5 dolarów.

Dalej przechodzimy do sal, w których goszczone są głowy państwa, zbierają się różne delegacje państwowe.
któreś z kolei urodziny obchodził tutaj Władimir Putin.

Całość zwiedzania trwa około 1 godziny.
Gdy bierzemy sobie wycieczkę z degustacją to trwa około 2 godzin – oczywiście koszt jest większy. Zwiedzanie bez degustacji kosztuje 150 lej.

Czy warto?
Polecam każdemu wizytę w tym miejscu. Z degustacją czy bez. Bez znaczenia. Zobaczyć te gigantyczne piwnice i gigantyczne zbiory win – bezcenne.

Po powrocie z Cricova poszedłem na główny dworzec autobusowy – Gare Centrale.
Tam trzeba popytać z której strony jeżdżą busy do Nadniestrza.
Po kilku próbach udało się dorwać busa, niestety był już na maksa wypchany. 
Na szczęście do Tyrspolu odjeżdżają mniejsze lub większe busy w zasadzie co 15-25 minut.
Nawet dobrze, że tamten mały busik mi uciekł bo jechałem dużym wygodnym autobusem.
Przejazd kosztuje 37 mołdawskich lej.
Droga, którą przyszło mi jechać strasznie dziurawa i wyboista.
Po jakiejś godzinie dotarliśmy do granicy z Nadniestrzem.
Tam, obcy, tak jak ja muszą wyjść z autobusu, podejść do budki strażnika.
Dałem mu paszport, nie wiem czy tu honorowaliby dowód osobisty, więc tego wam nie powiem.
Pogranicznik wypisywał kartkę. Poinformował też że przy takim przejeździe można być w Nadniestrzu nie więcej niż 12 godzin.
Strażnik chyba z 10 minut wpisywał po rosyjsku moje nazwisko :) Cały autobus czekał na mnie.
Udało się. I byłem w państwie, którego nie ma.
Na granicy witają nas: czołg i jakiś transporter opancerzony. W obydwu zatknięta rosyjska flaga.

Dodam, że przed wyjazdem korespondowałem z szefową marketingu fabryki Kvint.
Miałem zabukowane zwiedzanie fabryki na godzinę 15. Na szczęście bez problemu byłem w fabryce o godzinie 14.

Co ważne. Na tej samej ulicy co fabryka, tylko za skrzyżowaniem jest kantor. Trzeba iść do niego i kupić ruble nadniestrzańskie.
Ja najpierw poszedłem do fabryki. Stamtąd wysłano mnie do sklepu. Tam nikt nie wiedział, że mam zwiedzać fabrykę (był piątek i godzina 15). Na szczęście szefowa marketingu czekała na mnie :)
Musiałem pójść do kantoru. Kupić 40 rubli (jakieś 3 euro). Wrócić do sklepu. Zapłacić te 40 rubli.
Pójść do fabryki i poczekać na panią z marketingu, która miała oprowadzić mnie po fabryce.
Miała być znowu prywatna wycieczka, ale jak na złość przyplątali się w ostatniej chwili Niemcy :)

No nic.. prawie punktualnie o 15 weszliśmy na zakład.

Na początek zwiedzanie muzeum.

Spora kolekcja medali.

Dyplomów.
Etykiet.
No i butelek.

Co ciekawe. Mają poświęcenie samego Jana Pawła II

Następnie poszliśmy do fabryki.
Przechodzimy cały proces technologiczny. Co ważne – jeżeli macie kaprys to możecie zlecić w tej fabryce wyprodukowanie jakiejś partii wina, koniaku czy wódki tylko dla siebie – cen nie znam 

Oczywiście na końcu możemy pójść do sklepu i zrobić zakupy – ja nie kupowałem tutaj, dopiero na lotnisku zrobiłem zapasy.
Najbardziej podobało mi się to, że do skądinąd ekskluzywnego sklepu przychodziło dosyć szemrane towarzystwo z plastikowymi butelkami po coli by kupić na litry 38% destylat. Za 1,5 litra takiego trunku gość zapłacił 2 euro. Żyć nie umierać :)

Fabryka zrobiła na mnie duże wrażenie. Wszystko dosyć profesjonalne i widać, że ludzie się na tym znają i to lubią.
Pani szefowa marketingu szczególnie zachęcała do wizyty w fabryce w okolicach września.
Wtedy podobno robione są takie mega pikniki z wyjazdem do jakiejś winnicy. Można brać udział w zbieraniu winogron. Pokazywane są jakieś metody zbioru, itd. Oczywiście degustacja na miejscu.
Jakby ktoś chciał to strona fabryki http://www.kvint.md/en/start/
mail do marketingu pma@kvint.md

Po wyjściu z fabryki postanowiłem pokręcić się po Tyraspolu. W zasadzie bez celu.

Niestety nie wiem czemu ale nie dotarłem do Lenina…
Oczywiście tutaj klimat był już bardziej swojski.
Ruskie disco rozbrzmiewało z okien. Na światłach ktoś komuś zajechał i już było mordobicie…

Pełno pijaczków się kręciło, kilku już chciało fajki sępić…
Czuć było, że tutaj już jest inny klimat…

A i sporo rosyjskich flag razem z flagami nadniestrzańskimi…
Nie pstrykałem zbyt dużo zdjęć…


Pokręciłem się trochę i chciałem iść na dworzec na busa do Kiszyniowa.
Nie mądry ja obrałem kierunek dworzec autobusowy… ale oczywiście busy odjeżdżały z dworca… pociągów 
Mówiłem że swojski klimat.
Trochę opłotkami, przez tereny kolejowe, wśród drobnych pijaczków sączących jakieś ciecze w krzakach udało mi się dotrzeć do dworca kolejowego.
Tam czekała już marszrutka.
Tutaj kupuje się bilet w kasie.
Koszt 65 lej mołdawskich (więc prawie dwa razy drożej) lub 40 rubli.
Droga do granicy minęła bardzo szybko.

W drodze powrotnej pogranicznik nadniestrzański zabrał karteczkę. Popatrzył na wszystkich i kazal jechać.

Po około 1,5 h byłem na dworcu w Kiszyniowie.

Czy warto jechać do Tyrspola?
Choćby na chwilę – warto. Zobaczymy tutaj zupełnie inny świat. To nie jest europejska stolica.
Gdyby nie światowy Kvint to śmiało można powiedzieć że jest tu dziadostwo. Ale takie pozytywne. Mające nutkę takiej dekadencji…
Nie wiem czy ludzie tam mieszkający są zadowoleni z takiego świata… ciężko oceniać. Na pierwszy rzut wydaje się że tam czas płynie wolno. Bardzo wolno. Tyrapsol to powrót do przeszłości, jakby na to nie patrzeć. Choćby dlatego warto tu przyjechać i poczuć choćby przez chwilę tę specyficzną atmosferę.

Na koniec dnia poszedłem do ciekawej jadłodajni. Polecona została mi przez miejscowych
To coś w rodzaju baru mlecznego albo stołówki. Znajduje się na ulicy Puszkina w Kiszyniowie. Blisko Łuku Triumfalnego.
Nazywa się Galbenus.

Tutaj za 20 złotych najemy się naprawdę na maksa oraz wypijemy 2 piwa.., więc warto…


2 Komentarze

zebuu · Listopad 19, 2017 o 2:35 pm

Super, wyberam się w przyszłym roku we wrześniu/październiku więc z zainteresowaniem czytam.

    wakacyjnyplaner · Listopad 19, 2017 o 2:44 pm

    Polecam wrzesień. Zarówno Cricova, jak i Kvint organizują „winobranie”. Podobno jest ekstra 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *