Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840
W dalszej części naszym celem było Morze Czerwone.
Pojechaliśmy w okolice Tala Bay. Jest to oddalone od Aqaby w
kierunku granicy z Arabią Saudyjską skupisko hoteli i luksusowych apartamentów.
Z Pustyni Wadi Rum jechaliśmy około godziny. Po drodze ujęły
nas ogromne góry opon, które były wyrzucone gdzieś w okolicy drogi głównej. Nie
zdołałem zrobić zdjęcia, ale widoko był porażający. To nie było kilkanaście
opon, ale całe hałdy – miliony opon porozrzucane i czekające nie wiadomo na co.
Po dojeździe do Tala Bay na szczęście widok był już zgoła
odmienny. Co ciekawe samo Tala Bay znajduje się również pośrodku niczego. Czyli
przyjeżdżając w to miejsce jesteśmy oddaleni od wszelkiej cywilizacji.
Początkowo chcieliśmy się wbić na plażę darmową, jednak
postanowiliśmy, że pójdziemy do któregoś hotelu. Za cel obraliśmy sobie Movenpick.
Początkowo ochroniarz powiedział nam, że wejście na baseny i na plażę to koszt
40 JD za osobę. Oczywiście cena nie była akceptowalna. Po kilku minutach
negocjacji udało nam się wynegocjować wejście za 30 JD za 2 osoby.
Ochroniarz spisał nas. Sprawdził samochód pod kątem
materiałów wybuchowych. Nas również prześwietlił, po czym przyjechał po nas
gość melexem i zawiózł nas na plażę.
Cały kompleks robił spore wrażenie. Masa basenów, bardzo
ładna plaża. Kilka restauracji. Niestety w styczniu nie wszystkie baseny były
otwarte. Więc jeżeli ktoś będzie się wybierał w takim okresie do tego hotelu to
trzeba mieć to na uwadze.

My na początek wskoczyliśmy do Morza Czerwonego. Temperatura
nie rozpieszczała – taki Bałtyk w lipcu, 20 stopni. Do tego temperatura powietrza
24 stopnie. Niestety wiał wiatr, który potęgował poczucie zimna po wyjściu z
Morza.

Później wskoczyliśmy do ciepłych basenów znajdujących się na
terenie hotelu i tak upłynął nam czas do 15.30
O 16 mieliśmy oddać samochód w centrum Aqaby.
Oczywiście po przyjeździe nikogo nie było. Pod drzwiami
czekała już rodzina z Brazylii, próbowali dzwonić przez skype, ale
bezskutecznie. Pochodziłem trochę po miejscowych sklepach i jakiś znajomy
znajomego zadzwonił do gościa z Europcar. Ten pojawił się po 20 minutach.
Oddałem samochód. Gość spisał protokół i poszliśmy do hotelu Al. Quidra. Hotel
znajdował się 5 minut od wypożyczalni.
Za Hotel zapłaciliśmy 15 JD za noc. Bardzo łądny przytulny i
czysty pokój z balkonem – ładny widok na Double Tree by Hilton.
Po ogarnięciu się ruszyliśmy zobaczyć Aqabę. Nie mieliśmy
jakiegoś konkretnego celu oprócz zwykłego szwendania się.
Na ulicy znajdującej się pomiędzy Double Tree a Movenpick i
Gulf Hotel znajduje się kilka sklepów z alkoholami. Zaopatrzenie bardzo bogate.
Różnego rodzaju wódki, wina, whisky, piwa, itd. My na razie nie skorzystaliśmy.
Poszliśmy do znajdującego w okolicy 
The Ruins of Ayla brytyjskiego pubu.
Niestety ruiny były już zamknięte. Nie dało się do nich wejść. Więc mogliśmy
tylko podziwiać je z góru z balkonu pubu sącząc bardzo dobre piwo – koszt 6,25
JD. 

Następnie poszliśmy podglądać życie wieczorne Jordańczyków. Co ciekawe
siedzieli oni całymi rodzinami na plaży. Praktycznie cała plaża była zajęta
przez rodziny. Wszyscy mieli stoliki, krzesełka, grille. I biesiadowali.
Podeszliśmy pod słynną flagę Jordanii po czym poszliśmy obejrzeć przepiękny
Meczet Sharif Hussein Bin Ali. Meczet bardzo ładnie oświetlony z zewnątrz. W
środku nie robił wrażenia. Niewierni mogli wejść do środka w chwili, gdy nie
odbywały się modlitwy. 

Skorzystaliśmy z tej możliwości.
Naprzeciwko meczetu znajduje się poleca restauracja Syrian
Palace. Poszliśmy na kolację i był to strzał w dziesiątkę. Ja wziąłem shoarme
Aleppo style – za 2,5 JD dostałem genialny zestaw zapieczonego mięsa. Do tego rewelacyjna
zupa z soczewicy za 2 JD. Kolega wziął za 3 JD kebab w stylu indyjskim,  również zupę z soczewicy i świeżo wyciskany
sok z pomarańcza. Oczywiście do kolacji dostaliśmy sporą dawkę chlebków.
Wzięliśmy je za zgodą kelnera – przydały się na wieczorną zakąskę.

Za 5 JD naprawdę można było sobie pojeść. Do tego knajpa
znajduje się w bliskiej odległości od meczetu. Gdy siądziemy sobie w dobrym
miejscu mamy piękny widok na meczet.
Pokręciliśmy się jeszcze po Aqabie i postanowiliśmy z
większą uwagą zwiedzić sklepy monopolowe. Zakupy nie były wielkie bo ceny były
jednak zabójcze. Dla przykładu – piwo heineken 1,5 JD, wódka czysta  0,2 l – 6 JD, wódka 0,375l – 9 JD, whisky od
15 JD, arak – 10 JD, wina od 3 JD. Kupiliśmy po małpce i piwku i poszliśmy do
hotelu. Co ciekawe gość miał na składzie również plastikowe kubki, więc można
było raczyć się w krzakach lub na plaży – dla odważnych.
Ostatniego dnia naszej wizyty w Jordanii zamówiliśmy powrót
na lotnisku przez EjlatShuttle – koszt transport spod hotelu aż na lotnisko
25$. Przyjazd miał nastąpić o godzinie 7.20, ale trzeba było czatować od 7.05.
Śniadanie w hotelu rozpoczynało się o godzinie 7, ale powiedzieliśmy dzień
wcześniej, że musimy wcześniej wyjść i przygotowano już wszystko dla nas o
6.45. Dzięki temu mogliśmy coś wrzucić na ruszt. Polecam ten hotel – dobre
położenie, czysto, mili ludzie i w miarę tanio na Aqabę.
Transport przyjechał około 7.15. Po kilkunastu minutach
byliśmy już na granicy. Przejście przez granicę Jordanii trwało 5 minut.
Zobaczyli tylko kiedy wchodziliśmy i kiedy wychodzimy i bezkosztowo wyszliśmy z
Jordanii. W Izraelu padło kilka pytań, ale pokazaliśmy że jedziemy tylko na
lotnisko i w sumie przeszło również bezproblemowo. Po stronie izraelskiej nie
było jeszcze naszego transportu bo wszystko poszło bardzo szybko. Po około 30
minutach przyjechał człowiek z Ejlatshuttle i zabrał nas na stację benzynową.
Tam znowu nas wysadził i kazał czekać na duży autobus, który zawiezie nas na
lotnisko. Mieliśmy około 40 minut. Kawa na stacji w miarę dobra i kosztowo bez
szaleństwa – 7 szekli.
Wybraliśmy ejlatshuttle bo baliśmy się że nie zdążymy. Że
przejście przez granicę będzie długo trwało. Wiedząc jak jest radzę podjechać
taksówką do granicy w Jordanii, później przjeazd taksówką do centrum Ejlatu i
przyjazd na lotnisko autobusem 282. Na pewno jest to tańsza opca przy większej
ilości ludzi.
Nasz Ejlatshuttle przyjechał około 9 i po około 45 minutach
byliśmy już na lotnisku. Tam oczywiście ostatni papieros i wejście do kontroli.
Ponieważ podróż odbywaliśmy razem, to do kontroli również poszliśmy razem.
Pytania rozpoczęły się od tego, gdzie byliśmy, co zobaczyliśmy, gdzie
spoaliśmy, jak podróżowaliśmy. I na tym by się skończyło, ale urzędniczka
zobaczyła pieczątkę z Maroka w paszporcie kolegi. Prawie zbladła na ten widok.
Wezwała starszą koleżankę. Ja zostałem tu gdzie stałem wcześniej a kolega
odszedł na bok i odpowiadał na serię pytań dotyczących Maroka. Trwało to z 15
minut – ja cały czas czekałem. Później już standardowa kontrola bagaży, butów.
Po kolejnych kilkunastu minutach ja już byłem w strefie odlotów a kolega miał
przeszukiwany plecak. Po kolejnych kilku minutach również przeszedł do strefy
odlotów.
Co ciekawe lotnisko chociaż wygląda jak barak to w  środku znajduje się spory sklep bezcłowy –
ale ceny z kosmosu, kilka sklepików z pamiątkami i jedzeniem oraz duża
palarnia.
Samolot wizzair przyleciał o czasie. Również wyleciał o
czasie. Nasza krótka acz intensywna wycieczka do Jordanii dobiegła końca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *