Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Z Tbilisi Didube, dokąd przywiózł nasz wybawca, pojechaliśmy marszrutką do Mcchety.
Koszt 1 lari – bilet trzeba zakupić w kasie biletowej i przy wyjściu dać kierowcy.
Jedzie się około 15 minut.
Wszyscy w busiku pokazali nam gdzie mamy wysiąść, kazali się zatrzymać kierowcy w najlepszym miejscu do zwiedzenia kościołu…
Po posileniu się w pobliskiej piekarni przepysznymi bułeczkami a’la pizza oraz a’la hotdog (jednak nie mającymi w smaku nic wspólnego z oryginałami). Nota bene genialne w smaku.
Na początek poszliśmy do Katedry Sweti Cchoweli.

Obecnie mówi się, że Mccheta, niegdysiejsza stolica Iberii, jest religijną stolicą Gruzji.
Miejsce, gdzie powstała Katedra to wg legendy miejsce święte, które wybrała Św. Nino, która spowodowała, że Gruzja była drugim państwem na świecie, które przyjęło chrześcijaństwo.

 Na poniższym zdjęciu widzimy inny monastyr znajdujący się w pobliżu. Monastyr Dżwari.
 Za jedyne 10 lari taksówkarze chętnie zawiozą was tam…

W Katedrze tej przez wiele wieków chowano władców Gruzji.

Dalej poszliśmy do drugiego ważnego punktu na mapie Mcchety. Monastyru Samtawro.

Jest to jeden z najstarszych monastyrów w Gruzji.
Jest on ściśle powiązany ze Św. Nino.
Podobno pierwsze wzmianki o klasztorze w tym miejscu pochodzą z IV wieku.
Obecnie klasztor w maleńkich budynkach zamieszkują mniszki.
W środku nie można robić zdjęć.

Do Tbilisi wróciliśmy tak jak przyjechaliśmy. Marszrutka – 1 lari. I po 15 minutach jesteśmy na Didube.
Tam wskakujemy w metro.
Trzeba kupić kartę na metro – koszt zwrotny 2 lari. 1 przejazd metrem 0,5 lari.
Kartę można oddać kiedy się chce. My zostawiliśmy swoje. Bo zamierzamy do Gruzji wrócić 🙂

Samochody w Gruzji to oddzielny temat.
Kierownice po obojętnie jakiej stronie. Zderzaki to zbędna sprawa.

My wyjściu z metra poszliśmy do Sobory Trójcy Świętej.
Budowla robi wrażenie.
Sam budynek jest bardzo młodą budowlą – powstawała w latach 1995 – 2004.
Co ciekawe jest to największa świątynia prawosławna na świecie. I największy budynek sakralny w Gruzji.

Wylot z Kutaisi mieliśmy o 6.00.
O 23.00 mieliśmy marszrutkę GeorgianBus.com z Placu Puszkina.
Była godzina 17
Powolnym krokiem udaliśmy się w stronę starego miasta Tbilisi.

 Wolno pochoziliśmy po oświetlonym Tbilisi, zjedliśmy kolację przy akompaniamencie gruzińskich muzyków i udaliśmy się na Plac Puszkina, gdzie czekał na nas georgianbus.

Lotnisko w Kutaisi pokazało się nam po około 4 godzinach jazdy.
Lotnisko maleńkie nie było nawet gdzie usiaść.
Dopiero gdy wezwali do odprawy podróżnych udających się do Budapesztu, to trochę się przerzedziło.
Po 3.30 minutach zameldowaliśmy się na lotnisku w Pyrzowicach…

Podsumowanie:
Sprinterskie tempo zwiedzania Gruzji dało jedynie posmakować klimatu Gruzji.
Cudowne zabytki.
Całkiem fajny kurort Batumi a w nim ciekawe kamieniste plaże i cudowna promenada.
Przepiękne acz zaskakujące góry. Majestatyczne i groźne, jak się okazało.
Bardzo ładne, zadbane Tbilisi i Mccheta.
Znakomite jedzenie. Przepyszne wino i piwo.
Tanio.
Gościnni ludzie. Bardzo mili i towarzyscy. Uwielbiający Polaków (z wzajemnością).

Na pewno tam wrócimy. W bliższej lub dalszej przyszłości, ale wrócimy.
Tym razem na dłużej…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *