Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznane za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego należy użyć wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3853

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznane za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego należy użyć wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3853

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznane za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego należy użyć wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3853

Do wyjazdu do Gruzji przymierzałem się już od kilku lat. Inspirowany relacjami znalezionymi w internecie oraz skrajnie odmiennymi opiniami znajomych. Postanowiłem w 2016 roku dopiąć swego i zobaczyć choćby przez chwilę tę krainę.
Do tej pory coś zawsze stawało na przeszkodzie.
Gdy tylko w lutym 2016 roku pojawiły się tanie bilety lotnicze z Katowic do Kutaisi nie zastanawiałem się pięciu minut i je zakupiłem…. wyjazd w październiku. I powiem szczerze, że nawet na wyjazd do Hiszpanii w wakacje tak nie oczekiwałem, jak na październikowy, sprint po Gruzji.
Sprint, z tego powodu, że zaplanowany wylot był o godzinie 23.55 w piątek a powrót we wtorek o godzinie 7.00.
Czytając relacje w necie, ciężko wybrać, co zobaczyć w tak krótkim czasie. Wybór ogromny.
Ja postanowiłem, że zobaczymy morze, góry, byłą i obecną stolicę. I to wszystko w 3 pełne dni – do przejechania około 1100 km 🙂
Nastał ten dzień … 14.10.2016
Dojazd na parking pod lotniskiem w Pyrzowicach (swoją drogą polecam dobry parking Paradise).
Szybka odprawa. I punktualny wylot.
Na miejscu w Kutaisi meldujemy się dużo przed planowanym czasem. Samolot leciał tylko 2.35 minut.
Przed wylotem zarezerwowałem bilet georgianbus.com do Batumi.
Na lotnisku trzeba odebrać papierowy bilecik i udać się do kierowcy.
Wszystko sprawnie i bezproblemowo.
Około 7.30 zameldowaliśmy się w Batumi w okolicach Wieży Alfabetu.
W Batumi oczywiście lało. Gdy na lotnisku rozmawialiśmy z Gruzińką odradzała wyjazd do Batumi w tym okresie z uwagi na deszcz. Ja jednak chciałem zobaczyć Morze Czarne.
Przeszliśmy przez miasto w otoczeniu kałuż i parasolek, znaleźliśmy kantor. Wymieniliśmy dolary po dosyć dobrym kursie – 238 lari za 100 dolarów. I udaliśmy się do Eka Guest House.
Ubiegam fakty – nie spaliśmy tam w nocy, jednak cena noclegu była tak śmiesznie niska, że warto było wynająć tam pokój choćby po to żeby się odświeżyć, zdrzemnąć i przechować bagaż.

Postanowiliśmy pierwsze kroki skierować do polecanej na TripAdvisor kawiarni Coffee Room przy numerze 13 Memed Abashidz.
Kawa super, ciastka super, wystrój super. Mnóstwo książek – jeśli ktoś zna gruziński to wspaniałe miejsce 🙂

 Po dostarczeniu odpowiedniej dawki kalorii, morale wzrosły. Ruszyliśmy zatem pośród deszczu na obejrzenie kilku punktów tego czarnomorskiego kurortu.

Chacha Tower – położona tuż przy Morzu. W centralnej części Batumi. Wieża ma około 25 metrów i jest repliką wieży zegarowej, która stała w tym miejscu na początku 20 wieku. Obecna wieża jest swoistą fontanną i podobno raz w tygodniu o 19 leje się z niej czacza. Wszyscy tak mówią, ale nikt nie widział i nie spróbował… nam też to nie było dane.

Tuż obok stoi majestatyczny pomnik Alfabetu gruzińskiego. Dziwna, ale ciekawa budowla. Można wejść na górę za grosze. Wieża została wybudowana w 2012 roku i ma aż 130 metrów i jest dedykowana alfabetowi gruzińskiemu, z którego Gruzini są bardzo dumni (taki wniosek, bo elemety alfabetu są na każdej pamiątce z Gruzji).

Drogowskazy skutecznie wskazują kierunek.
Mijamy gigantyczne szklane budowle hoteli i biurowców. Zdania czy to ładne czy brzydkie są podzielone. Mnie się podobają i uważam że pasują do tego miejsca.

Na plaży tłumów brak. Parawanu nie musieliśmy rozbijać. 
Piesek ze zdjęcia powyżej towarzyszył nam przez kilka godzin spacerów po Batumi. Co ciekawe po opuszczeniu busika towarzyszył nam inny pies – odprowadził nas pod Guesthouse. A potem pojawił się kolejny – właśnie ten. 
Nie wiem jaka jest historia tych psów – chodzą sobie wolno, ale mają chip w uchu, no i są zadbane…

Idziemy dalej przez naprawdę ładną promenadę. Ciekawe co tu się dzieje gdy jest sezon i jest ciepło…
Teraz jesteśmy tylko my. Można napawać się ciszą…

Co ciekawe, temperatura powietrza około 12 stopni, deszcze… a temperatura morza grubo ponad 20…

Idąc promenadą mijamy coraz to dziwniejsze „pomniki”. Jak dla mnie hitem są buty koszykarskie…

Promenada zachwyca ładem i porządkiem. 
Czystość wręcz onieśmielająca.
A zaprojektowane alejki, roślinki w pobliskim parku budzą podziw…

Dalej przeszliśmy w okole Delfnarium.
Pokaz niestety był dopiero o godzinie 16.
Sam pokaz jest za grosze – 15 lari.
Największą atrakcją nad którą najmocniej się zastanawialiśmy była możliwość popływania z delfinami.
Pomimo kiepskiej pogody była taka możliwość. Zdecydował jednak koszt – może i niezbyt duży porównując tego typu atrakcje w innych częściach świata, ale jednak dość wysoki – 150 lari za osobę dorosła i 100 lari za dziecko… może innym razem.
Dalej szliśmy w kierunku Muzeum Archeologicznego. Po kilkuset metrach od promenady widoki nie były już tak zniewalające, ot domy, bloki, obrapane i często zaniedbane.

 W sąsiedztwie oczywiście ładny nowy hotel.
Różnorodność w Batumi może zadziwiać. Nowoczesne budowle w połączeniu z pospolitym dziadostwem. Ale ma to swój jakiś klimat..
No i oczywiście na każdym rogu maleńki targ z kilkoma straganami, gdzie można kupić owoce, warzywa i …kasztany

W Muzeuem Archeologicznym  byliśmy  chwilę. W sam raz by odpocząć od deszczu, który na szczęście ustawał z każdą minutą. Kolekcja niezbyt duża, ale ciekawa. Koszt biletu 3 lari.
Następnie odwiedziliśmy restaurację by coś przekąsić. 
Wstąpiliśmy do takiej, gdzie było sporo miejscowych. Niestety nie Gruzinów 🙂
Okazało się to dopiero wtedy, gdy zwróciliśmy uwagę, że mężczyźni siedzą w jednej części restauracji a kobiety w drugiej części oraz gdy kelnerka spytana o piwo parsknęła śmiechem…
Tak… trafiliśmy do knajpy tureckiej, przy ul.Chavchadze w pobliżu Muzeum Archeologicznego.
Kebab był z prawdziwej baraniny 🙂 Ceny symboliczne. Dwa obfite mięsne posiłki+cola+baklawa= 40 zł
Po posiłku, notabene bardzo dobrym. Chwila dla ducha i wstąpienie do Katedry Matki Bożej.
I po zakupieniu tradycyjnych gruzińskich chlebków udaliśmy się do naszego Guest House na chwilę (no może dłuższą) odpoczynku.
Batumi zyskuje nową odsłonę wieczorem. Wszystko bardzo ładnie oświetlone.
Deszcz na szczęście nie padał…

Na wieczorną kolację poszliśmy do polecanej na TripAdvisor oraz na forum fly4free restauracji Porta Franco. Gdzie chaczapuri pieczone jest w prawdziwym kamiennym piecu.
Faktycznie jedzenie bardzo dobre. Chaczapuri – genialne. Chciałem spróbować adżarskiego – z jajkiem. Kelner mówił, że zrozumiał o co mi chodzi po czym przyniósł z samym mięsem. Do tego wzięliśmy pielmieni (chinkali o dziwo nie mieli). Kelner spytał, czy ma być ze śmietaną bo tak najlepiej smakują. Powiedzieliśmy, że tak.. po czym przyniósł bez śmietany 🙂 Ot Gruzja. Jednakże obsługa tak miła, że aż nie można się było denerwować. Luz…
Do tego świetne gruzińskie wino… Do tego świetne gruzińskie piwo… potem jeszcze zasmażany ser gruziński… Ot bajka…Ot Gruzja….
Oczywiście ceny symboliczne (chaczaupuri+pielmieni+ser smażony+5 piw+wino = 60 zł).
Po krótkim ponownym spacerze przez oświetlone Batumi poszliśmy do naszego pokoju po bagaże i po północy poszliśmy poszukać taksówki.
Jeszcze godzinę wcześniej na Skwerze Puszkina stało ich mnóstwo. Gdy przyszliśmy po północy stały tylko 3. Więc nasze negocjacje co do ceny za przejazd na dworzec kolejowy były skazane na porażkę. Za 7 lari gość w zdezelowanym aucie z Japonii podwiózł nas pod wejście.
Pomimo, że pociąg miał odjazd o 1.35 a my byliśmy o 0.35 pociąg już stał i czekał.
Przed nami 5,5 godziny podróży do Tbilisi.
Liczyłem na wagon sypialny. Był zwykły, ale fotele można było rozłożyć jak w klasie biznes. Prawie do pozycji poziomej.

Punktualnie o godzinie 7.00 przywitało nas Tbilisi…
cdn…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *