Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznane za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego należy użyć wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3853

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznane za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego należy użyć wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3853

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznane za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego należy użyć wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3853

W pierwszym odruchu zarezerwowałem pobyt w hostelu… ale mi
to jakoś nie pasował, szukałem, sprawdzałem aż w końcu znalazłem fajny
apartamentowiec położony w samym Rynku. Plan wycieczki gotowy, torby spakowane
i 28 lutego o 20.45 wyruszamy z Królewskiego miasta Krakowa na podbój stolicy
Galicyji J
Pociąg bardzo fajny, przedział 3 osobowy, ale ja wykupiłem go na własność. Do
granicy fajnie, trochę się pospało… Granica to koszmar, najpierw nasi dosyć
szybko posprawdzali, a później bracia Ukraińcy łazili chyba z godzinę w tę i we
w tę – mieli nawet pieska w prawdzie koker spaniela ale zawsze J no nic po kontroli
pora było jeszcze pospać, i o mały figiel byśmy nie zaspali – bo pociąg tak jak
miał być o 6.03 tak był, ale ukraińskiego czasu (+1). Trochę oszołomieni
wyszliśmy z pociągu i oczom naszym ukazał się piękny dworzec, no istne cudo,
oczywiście nie było głowy do zdjęć – przypominam normalnie to 5 rano. Pomimo
przestróg o naciągaczach taksówkarskich udało się znaleźć taksówkę, która aż
tak bardzo nas nie ograbiła (50 hrywień), chociaż później dowiedzieliśmy się,
że jednak nas ograbiła. Ale za to szczęśliwie dotarliśmy na Rynek. Lwów jeszcze
spał. Ciemności spowijały gęstą zabudowę. Jedynie sprzątacze gonili za
śmieciami, które co i rusz rozwiewał im wiatr.
Ponoć kiedyś na Rynku Lwowianie nie mieli numeru 13. Teraz
już mają i nam przyszło tam mieszkać. Jak się później okazał, żadnego pecha nie
mieliśmy. Wybudziliśmy Panią recepcjonistkę z głębokiego snu, ale tu przywitała
nas niezwykła gościnność. Pomimo tego, że dobę mieliśmy dopiero od 13, Pani
ugościła nas kawą i uraczyła rozmową, poleciła, gdzie zjeść śniadanie i
pozwoliła zostawić bagaże. Bardzo wolno raczyliśmy się smakowitą kawą – gdyż
dopiero od 8 otwierały się pierwsze knajpy.
Po wyjściu na światło dzienne okazało się, że Lwów tak za
bardzo nie garnie się do obudzenia. Ludzie powoli snuli się do pracy, jakby
raczyli się tymi ostatnimi chwilami „wolności”…Wszystkie witryny uzyskiwały
dostęp do życia, gdzie Panie skrzętnie pucowały pozostałości dnia poprzedniego.
Stare samochody mówiły – zostawcie nas w spokoju – „śpimy”
Kategorie: Moje podróże

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *