Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Notice: Korzystanie z get_currentuserinfo uznawane jest za przestarzałe od wersji 4.5.0! Zamiast tego użyj wp_get_current_user(). in /wp-includes/functions.php on line 3840

Kolejnym dniem była niedziela, oczywiście
słońce przywitało nas, jak co dzień. Dzisiaj mieliśmy w planach zobaczyć
prawdziwy pchli targ. Wg wielu informacji, jakie zdobyłem największy targ w
Rzymie mieści się na Via Portuense, ciągnący się przez kilka kilometrów od Porta Portese. Podejachilśmy metrem pod
Piramidę 

– w zasadzie nieciekawy
obiekt, nie było przy niej westchnień. Zupełnie nijak nie pasujący do
otaczającej go architektury. No ale cóż Cestiusz miał gest i chciał być w czymś
takim pochowany. Co zrobić – my prześlijmy dalej do Porta Portese. 

Było dosyć
wcześnie, jak na niedzielny Rzym. Więc było jeszcze pusto. Można śmiało
powiedzieć, że na tym targu zapewne można kupić wszystko. Oczywiście wszystkie
ubrania, wszystkie pamiątki (a wszystko dużo taniej niż w centrum Rzymu). Do tego
meble, antyki – podrabiane i prawdziwe. Wszelka muzyka, gry, filmy. Do tego
zwierzęta, zegarki i torebki znanych firm. Jednym słowem wszystko. Targ miał
kilka kilometrów, samo przejście to kilka godzin. Ciekawie było słuchać
wszystkich nagabywaczy, zachęcających, że tylko u nich, że tylko dziś, że
najtaniej. Niezwykłe zjawisko. Wg mnie konieczne do zobaczenia. Ponieważ była
niedziela chcieliśmy się dostać na Plac Świętego Piotra w Watykanie, jednakże
nie sprawdziłem wcześniej połączeń autobusowych i nie udało się to nam.
Finalnie wylądowaliśmy na Tretevere. 

Znowu spacerek wąskimi uliczkami a
następnie przejazd autobusem na Piazza
Venezia

Na Via Nazionale była w tym niezwykła parada. Przechodziły bowiem
szkoły tańca latynoamerykańskiego. Pogrupowane wg kraju i tańca, którego uczą,
czy też prezentują. Barwny korowód dumnie kroczył w kierunku Koloseum. 

My
natomiast weszliśmy na znienawidzony przez Włochów Ołtarz Ojczyzny

Faktycznie szkaradne monumentalne dzieło, nie
wiedzieć czemu powstało i nie wiedzieć czemu zaburzało architekturę starożytną.
Weszliśmy, zobaczyliśmy i tyle. Nie było ochów i achów. Większe wrażenie robił
ruch na wielkich placu, który jest w kształcie ronda. Ruch tam to istny
majstersztyk, teoretycznie 3 pasy, a dało się zauważyć jakby pasów było
przynajmniej 7 a dodatkowo przystanki dla wszelkich autobusów, skutery,
dorożki, piesi. Wszyscy chodzą i jeżdżą, jak im wygodnie. 

Oczywiście żadnych
stłuczek i wypadków – genialne. Wśród samochodowych trąbek oddalaliśmy się z
placu w kierunku Panteonu

Już na
samą myśl o tym dziele ludzkiego geniuszu przechodziły ciarki. Doszliśmy tam po
kilkunastu minutach wolnego spaceru, po drodze podziwiając innego pomniejsze
kościółki i zabytki. I o to pojawił się przed nami – dumny i ogromny. Świątynia
świątyń, jak mawiają niektórzy. Już samo wejście wzbudza szacunek i respekt.
Podparty ogromnymi kolumnami przytłaczał i wgniatał w ziemię. Weszliśmy do
środka, a tam słynna kopuła. Kopuła jak kopuła, można by rzec, jednak gdy
przypomnimy sobie, że zbudowano ją ponad dwa tysiące lat temu. Nie dysponując
obecnymi cudami techniki budowlanej udało się zbudować coś co po dziś dzień
budzi respekt i szacunek wielu architektów. Panteon to dla mnie przykład cudu
myśli ludzkiej. Dążeniem człowieka, do wznoszenia czegoś wielkiego
ponadczasowego. Pomimo tego, że jest to kaplia, ludzie ją odwiedzający nie
zawsze potrafią się zachować w sposób godny. Wielu pstryka zdjęcia wszystkiemu
i wszystkim i to oczywiście na tle czegoś – nie ważne czy grób, czy relikwie…
No cóż, my na chwilę przysiadliśmy i w ciszy i skupieniu delektowaliśmy się tym
nietuzinkowym arcydziełem. Po wyjściu skierowaliśmy nasze kroki  na Piazza
Navona
.

Nietuzinkowy plac. Powstał on bowiem z inicjatywy jednego z papieży
na dawnym stadionie, który służył do rozgrywania zawodów atletycznych oraz
wyścigów rydwanów. Na placu znajdują się trzy niesamowite fontanny. Jedna to Fontanna Czterech Rzek, która została
wkomponowana w egipski obelisk. Fontanna symbolizuje cztery największe rzeki
świata , z czterech kontynentów – Rio de la Plata – symbolem jest postać z
podniesioną ręką, Dunaj – postać siedząca na koniu, Nil – postać z osłoniętą
głową, Azję natomiast uosabia Ganges. Kolejna fontanna znajduje się w
południowej części placu i jest to Fontanna
del Moro
– centralną postacią fontanny jest Maur a otaczają go delfiny. W
północnej części placu znajduje się Fontanna
Neptuna
, którego otaczają nimfy wodne. W szumach tej właśnie fontanny
zjedliśmy niesamowite lody z pobliskiej lodziarni. Wolnym krokiem i niechętnie
poszliśmy dalej, mijając po drodze budynek parlamentu włoskiego. Chyba był w
tym dniu jakiś dzień otwarty po spory tłum stał przed wejściem do budynku. My
nie stanęliśmy, poszliśmy dalej. A że był to właśnie dzień wielkiego wydarzenia
w Rzymie – derby lazio-Roma, wylądowaliśmy w jednej z knajpek, kupiliśmy pizzę
i zasiedliśmy do oglądania. O dziwo kibiców była ledwie garstka, acz jak to
przystało na fanów Romy, bardzo energicznych i żywiołowych. Mecz zakończył się
porażką Romy a my przeszliśmy dalej przez Via dei Corso. Na tej ulicy pełnej
sklepów i sklepików wszelkich producentów zupełnie nie widać, żeby był
jakikolwiek kryzys. Włosi kupowali na potęgę. Wszystko. Naprawdę wszystko.
Przeszliśmy przez Schody Hiszpańskie

i metrem odjechaliśmy do naszego pokoju. Niestety kolejny dzień upłynął. Dzień
pożegnania z Rzymem zbliżał się nieubłaganie.

Kategorie: Moje podróże

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *